W sytuacji kryzysu w państwie, co przekłada się na mniejsze dochody, wydatki gmin muszą być dodatkowo analizowane w poszukiwaniu oszczędności. Dzisiejsze kłopoty finansowe polskich miejscowości to w zasadzie pokłosie kilku faktów: kryzysu w państwie, przyjmowania rozwiązań generujących dodatkowe koszty dla samorządów jak np. podatek VAT czy podniesienia płacy minimalnej, kolejnych zadań zleconych przez rząd bez wystarczających pieniędzy czy konieczności szukania dodatkowych środków na realizację projektów unijnych. W ostatnim czasie obserwujemy szczególny „ruch” w przekazywaniu kolejnych zadań i regulacje pośrednio generujące dodatkowe wydatki w samorządach. Administracja rządowa szuka oszczędności a martwić mają się samorządy.

 

Niejednokrotnie na Zarządzie Związku Miast Polskich o tym rozmawialiśmy. Pozostaje protestować i tłumaczyć. Pojawiają się głosy, że rząd działa w zupełnym oderwaniu od samorządu. Coś w tym jest. Niewielu parlamentarzystów ma przeszłość samorządową, podobnie jak ministrowie w poszczególnych rządach. Skąd mają więc znać nasze problemy? Rząd ma za to tabelki, opracowania i wskaźniki. Oby z tej filozofii przerzucania kolejnych obciążeń nie doszło do paraliżu samorządów. Niestety, jeżeli Minister Finansów nie wycofa się z niektórych pomysłów, to może tak się stać.

Samorządy muszą szukać oszczędności. Wszystkie, nie tylko Radom. Kłopoty ze sfinansowaniem wszystkich zadań zleconych to problemy miast rządzonych przez samorządowców PO, PiS, SLD czy komitetów lokalnych. Oszczędności szukają wszyscy. Nie da się tego problemu „sprzedać” w czysto politycznych kategoriach. To problem funkcjonowania państwa.

 

Propozycje zmian w oświacie znajdziemy masowo w innych miastach i miejscowościach. Problem w kraju jest poważny. Polecam linki:

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/duze-ciecia-w-oswiacie-samorzady-maja-problem,1,4992024,wiadomosc.html

http://biznes.onet.pl/rekord-likwidacji-szkol,18490,4997894,1,prasa-detal

Jeżeli dzieci w szkołach ubywa, o czym informowało samo Ministerstwo Edukacji podając, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba uczniów w Polsce zmniejszyła się o ponad 400tys., to nie ma się co dziwić próbom znalezienia rozwiązania tej sytuacji na poziomie lokalnym. Jak jest mniej uczniów, to oznacza zmniejszenie klas, łaczenie czy zamykanie szkół i tym samym (niestety) utracę pracy dla części nauczycieli.

Statystyki dotyczące demografii są niestety bezlitosne. Polecam ten artykuł:

http://samorzad.infor.pl/wiadomosci/artykuly/466688,laczenie_szkol_odpowiedzia_na_niz_demograficzny.html

Jeżeli prawdą jest, że do 2020r. spadnie liczba uczniów w wielu 16-18 lat z 1,5mln do 1 mln (czyli o 500tys.!!!!) to możemy naturalnie dyskutować, protestować czy się obrażać. Jeżeli tak będzie to 1/3 radomskich (i polskich) szkół średnich będzie musiała zostać zreformowana. Nie żyjemy w oderwaniu od sytuacji w kraju. Problemy demografii dotykają wszystkich, podobnie jak niewystarczająca na pokrycie wydatków edukacyjnych rządowa subwencja.

 

Naturalnie można udawać, jak niektórzy w Radomiu, że jest to problem lokalny. Udaje opozycja i część dziennikarzy. Chciałoby się rzec – nic nadzwyczajnego. Coraz częściej widzimy jak dyskusja wokół problemów edukacyjnych w naszym mieście nabiera rumieńców politycznych. Przy tym pojawiają się jakieś absurdalne zarzuty i pomówienia. Mam nadzieję, że odpowiednie służby zajmą się tymi sprawami.